Dorota i Adrian

Dodano: 25 stycznia, 2022

|

Sesja narzeczeńska bez stresu

Nasze pierwsze spotkanie z Adrianem i Dorotą zaczęło się od wspólnej wycieczki w okolice Kocierza, wszyscy w czwórkę cenimy kontakt z naturą i naturalne zdjęcia, dlatego wybór był dość prosty. Zbaczając ze szlaku spacerowego w okolicy hotelu, który znajduje się nieopodal, można dostrzec czystość lasu, nie mówiąc tylko o braku śmieci wokół – co niestety jest rzadkością w polskich lasach. Tamtejsze pejzaże cechuje świetny balans ilości drzew a światła, które towarzyszyły nam na zdjęciach. Dorota z przyszłym mężem, wyznali wprost, że to dla nich nieco stresujące doświadczenie, gdy czują, że są w samym środku soczewki w obiektywach naszych aparatów. Dlatego po prostu zaczęliśmy robić zdjęcia – co paradoksalnie było tym, czego najbardziej się bali, rozmawialiśmy o weselu, przygotowaniach, o wilkach, które mogą nas zjeść i o tym gdzie pojedziemy na plener po ślubie. Podczas tych luźnym rozmów sami nie odczuli, że są fotografowani, a my zyskaliśmy piękne naturalne ujęcia, dwójki zakochanych w sobie osób.

Atmosfera na sesji

Artur z Adrianem złapali szybko wspólny język, jakim jest motoryzacja, co dało Mi (Karol z tej strony) trochę czasu, aby polatać dronem nad najbliższą okolicą i znaleźć jakieś ciekawe miejsce, jakim okazała się być polana nieopodal jednej ze ścieżek, zaproponowaliśmy zakochanym przerwę na kocu, a sami zabraliśmy się za rolę paparazzi, gdzie bez stresu, nasza para miała chwilę intymności, gdyż byliśmy dość daleko od nich, używając ww. drona i długiego obiektywu. Taka perspektywa w pełni ukazuje ich swobodę i pozwoliła by bez skrępowania mieli chwilę dla siebie. Wracając, nie odbyło się bez niespodzianki, która de facto jakaś zawsze jest na sesjach, straciliśmy w lesie blendę, gdzie bywa ona bardzo pomocna przy uzyskiwaniu takich kolorów, które widzicie na zdjęciach. Los i gra w marynarzyka zadecydowała, że Artur ma dodatkową wycieczkę – wilki ominięte, nadal prowadzimy reportaż w duecie.